Feromony

image Indeks       image Finanse,       image Finanse(1),       image Filozofos,       image Fesenjan,       image Fenix,       

Odnośniki

Feromony, HP FanFiction, Miniatury

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Feromony

 

 

Postać zmaterializowała się znienacka w mrocznym przedpokoju. Poruszała się tak cicho, jakby płynęła w powietrzu. Jej ruchom nie towarzyszył żaden dźwięk, ani nawet szybszy ruch powietrza. 
Dostrzegła swój łup. Siedział w fotelu, naprzeciwko płonącego kominka, odwrócony do niej plecami. Pochylał się nad leżącą na kolanach książką, którą był całkowicie pochłonięty. 
Miękko zbliżyła się do otwartych drzwi, wciąż tak mało widoczna, jakby miała na sobie pelerynę – niewidkę. Bezszelestnie przekroczyła próg pokoju. 
- Witaj, Nimfadoro. 
Mężczyzna siedzący przy kominku nie zadał sobie trudu, by się odwrócić, wypowiadając te słowa. Nie oderwał nawet oczu od lektury. 
- Remus! – wrzasnęła postać, wytrącona z równowagi. Zbliżyła się już normalnym, szybkim krokiem, przysunęła sobie niski podnóżek i przycupnęła na nim naprzeciwko Lupina. – Skąd wiedziałeś, że tu jestem? 
- Cóż... muszę przyznać, że było to wyjątkowo ciche wejście. Zwłaszcza jak na ciebie – zauważył, uśmiechając się nieznacznie i na sekundę podnosząc wzrok. 
Tonks, wyraźnie niezadowolona, przysunęła się bliżej. 
- Słuchaj. Naprawdę mam praktykę w podkradaniu się. Ostatnio udało mi się nawet kompletnie zaskoczyć Freda i George’a. 
- Słyszałem – odparł Lupin z rozbawieniem. – Rzuciłaś na nich zaklęcie, które potem z nich zdjąłem. Bardzo pomysłowe, szczerze mówiąc. Przynajmniej nie wymyślali nowych psot. 
- Dzięki – Tonks uśmiechnęła się szeroko i raptownie zerwała się ze swojego miejsca, chcąc złożyć przyjacielowi radosny ukłon. Przy okazji omal nie strąciła z jego kolan książki dzikim wymachem ramienia. 
- Ooooch... Przepraszam – jęknęła. 
Remus westchnął głęboko, odnalazł właściwe miejsce w książce i kontynuował lekturę. 
Tonks wpatrywała się w niego, nerwowo bębniąc palcami po kolanie. 
- Więc – zaczęła. Jej cierpliwość właśnie się wyczerpywała. – Skąd wiedziałeś, że to ja, jeśli mnie nie słyszałeś? Kontrolowałam swoje ruchy, milczałam jak grób, a ty nie patrzyłeś na mnie. To jak? 
Lupin, nadal zaczytany, odparł: 
- Ponieważ jestem Lunatykiem, który potrafi poznać się na żartach. 
- Och, przestań! 
- No to może dlatego, że jestem wykwalifikowanym nauczycielem, znającym się na Czarnej Magii i dlatego niełatwo mnie zaskoczyć? – zagadnął. 
Tonks podparła brodę pięściami. 
- Remus – odezwała się głosem słodkim jak miód. – Jak mogę poprawić swoje umiejętności, jeśli ty nie chcesz mi wskazać, co zrobiłam źle? 
Teraz, śledząc uważnie jego twarz, mogła domyślić się wewnętrznego rozdarcia pomiędzy przyjemnością dokuczania a chęcią pomocy. 
Mężczyzna w końcu uniósł głowę i spojrzał na nią. Tonks już od jakiegoś czasu stała nad nim, trzymając ręce na biodrach. Twardo postanowiła nie dać mu spokoju, dopóki nie uzyska satysfakcjonującej odpowiedzi. 
- Wilkołacza sztuczka – rzekł takim tonem, jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem. 
- Wilkołacza sztuczka ? 
- Mhm. 
- Nauczysz mnie tego? 
- Wtedy to już nie będzie wilkołaczą sztuczką, prawda? 
- Remus... 
Przewrócił oczami i uśmiechnął się w sposób łajdacki, żeby nie powiedzieć huncwocki. 
- Wiesz, nie mogę ci powiedzieć – rzekł jakby z żalem, – bo to część naszego kodeksu. 
- Kodeksu wilkołaków? 
- Aha. Chociaż to nie jest taki prawdziwy kodeks, to raczej zbiór najróżniejszych wskazówek postępowania, takich tam. 
Dziewczyna miała lekki zamęt w głowie. 
- Nabierasz mnie – stwierdziła z wahaniem; Remus był zazwyczaj taki poważny. Dopiero gdy dostrzegła wesołe ogniki w jego szarych oczach, zorientowała się, że zasłużył na przynależność do Huncwotów. 
- Bydlak z ciebie – warknęła siadając, rozdrażniona i zła na siebie. 
- Dziękuję – odparł pogodnie. – Dawno nikt mnie tak nie nazwał. 
- No proszę... wyjaśnij mi... 
Lupin poprawił się w fotelu. 
- Przecież byłaś w Ravenclawie – przypomniał jej. – A poza tym, tak wykształcona i znakomita młoda aurorka jak ty z łatwością może rozwiązać taką zagadkę. 
Tonks przeszyła go lodowatym spojrzeniem. 
- Bądź łaskaw zostawić swoje pochlebstwa na inną, lepszą okazję – rzekła zgryźliwie. 
Remus uniósł brwi z lekkim zaskoczeniem. 
- Interesujące... zapamiętam to sobie – obiecał z dwuznacznym uśmiechem i ponownie zajął się książką. 
- Remus, nie przesadzaj! Naprawdę chcę się dowiedzieć, skąd wiedziałeś, że to ja! 
Mężczyzna westchnął, założył stronę w książce i spojrzał dziewczynie prosto w oczy. Tonks przycupnęła gniewnie na skrzypiącym krzesełku. Lupin nieoczekiwanie zorientował się, że siedzą blisko siebie, a ich kolana lekko się dotykają. 
- Feromony – oświadczył. 
- Co? 
- Feromony – powtórzył uprzejmie. – Jedną z... hmmm... nazwijmy to korzyści z ugryzienia wilkołaka jest to, że mam wyostrzony zmysł węchu, nawet gdy nie ulegam transformacji. 
Tonks wyglądała na nieco zaskoczoną. 
- Chcesz powiedzieć, że mnie wyczułeś? – upewniła się. 
- Owszem – zgodził się. – Każdy ma swój własny, niepowtarzalny zapach i dlatego tak łatwo mi was rozpoznać. 
Nimfadora spojrzała na niego bystro. 
- Jaki jest mój zapach? – spytała bez ogródek. 
W tym momencie Remus zaczerwienił się lekko i spuścił wzrok na książkę. 
Dziewczyna nagle zdała sobie sprawę, że siedzą naprawdę blisko siebie. Ostrożnie przesunęła się do tyłu na swoim podnóżku. 
- Nie potrafię ci tego wyjaśnić słowami – rzekł w końcu Lupin, patrząc jej prosto w oczy. – Po prostu wiem, że to ty. Zawsze wiem, kiedy jesteś w pobliżu. 
Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę, aż Tonks poczuła, że jej policzki zalewa płomienny rumieniec. Pośpiesznie zerwała się z miejsca i roześmiała, chcąc pokryć zmieszanie. 
- W porządku – rzekła ciepło. – Rozumiem, że nie ma sensu próbować się do ciebie podkraść, bo nie można cię zaskoczyć. 
Ruszyła w stronę drzwi. 
- Idę zrobić herbatę – oświadczyła – Chcesz? 
- Jasne – odparł, wciąż przyglądając się zamkniętej książce. Kiedy zorientował się, że dziewczyna wyszła, westchnął i przetarł twarz dłońmi. 
I to jest właśnie problem, Nimfadoro – pomyślał ze wzruszeniem. – Tobie zawsze udaje się mnie czymś zaskoczyć. 
Odwrócił się i spojrzał w stronę korytarza, tak jakby wciąż mógł ją tam dostrzec. 
- Pachniesz jak niebo – szepnął do pustego pokoju.

 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • gbp.keep.pl