Facet nocujący w ekskluzywnym ...

image Indeks       image Finanse,       image Finanse(1),       image Filozofos,       image Fesenjan,       image Fenix,       

Odnośniki

Facet nocujący w ekskluzywnym hotelu postanowił uatrakcyjnić sobie wieczór i skorzystać z usług instytuc, ...

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Facet nocujący w ekskluzywnym hotelu postanowił uatrakcyjnić sobie wieczór i skorzystać z usług instytucji, która zareklamowała mu się za wycieraczką samochodową.
W radosnej ekscytacji wybiera numer z ulotki. Aksamitny kobiecy głos w słuchawce pyta, co może dla niego zrobić. Facet na to:
- Chciałbym loda, później trochę po misjonarsku, trochę na pieska, jakieś delikatne SM, a na koniec tajski masażyk. Co pani na to?
- Hmm... Brzmi interesująco. Ale mam wrażenie, że zapomniał pan wybrać „9”, żeby połączyć się bezpośrednio z numerem spoza hotelu.


Po ostatnim radiowym starciu JM Rokity z Lepperem, gdy już obydwaj interlokutorzy wychodzili ze studia, jak zwykle dociekliwa Monika Olejnik, patrząc na czekających na nich ochroniarzy, zapytała jakimi kryteriami kierowali się przy doborze tych panów. JM Rokita odpowiedział, że jego bodyguard musi przede wszystkim szybko działać, a dopiero potem zastanawiać się nad konsekwencjami. Na to oczywiście Lepper przedstawił zupełnie odwrotne wymagania :
- Mój goryl zawsze najpierw pomyśli zanim coś zrobi.
Olejnik poprosiła więc o zademonstrowanie ich podejścia do obowiązków.
- Przywal temu łysemu - szybko powiedział Lepper do swojego mięśniaka. Ten jednak zaczął się głośno zastanawiać:
- Przecież to poseł, a jak potem będzie mnie ciągał po sądach...
Rokita w rewanżu polecił swojemu aby uderzył Leppera. Ten bez zastanowienia rypnął w to coś wielkiego, brzydkiego i opalonego, umieszczonego na końcu szyi i przewodniczący mimo całej nabytej przez lata uprawiania boksu, odporności na ciosy ( bo odporność na wiedzę to u niego cecha wrodzona ) zwalił się na ziemię. Ochroniarz zaś stanął i drapiąc się w głowę intensywnie myślał.
- O czym teraz pan myśli ? - zapytała Monika O.
- Zastanawiam się czy mu jeszcze z kopa nie przyp**rdolić.



Pewien człowiek chcąc zaszczepić w dzieciach miłość do muzyki, kupił im pianino. Kiedy wrócił do domu zastał ich przypatrujących się pianinu z zakłopotaniem.
- Jak to się włącza do prądu? - zapytały.


Dawno, dawno temu żył sobie książę, na którego wredna wiedźma rzuciła klątwę. Polegała ona na tym, że jednego roku mógł wypowiedzieć tylko jedno słowo, jeżeli jednak nie wypowiedział ani jednego, to w następnym mógł użyć "aż" dwóch.
Pewnego dnia ów książę poznał przepiękną księżniczkę. Od razu się w niej zakochał. Postanowił przez dwa lata milczeć, by trzeciego roku móc powiedzieć jej "jesteś taka piękna". Kiedy jednak ten okres minął, książę doszedł do wniosku, że nie powie jeszcze nic przez kolejne trzy lata, aby do "jesteś taka piękna" dorzucić "bardzo cię kocham". Później jednak zdał sobie sprawę, że jak już tyle się nie odzywał, to wytrzyma jeszcze cztery lata, aby zapytać się od razu "czy wyjdziesz za mnie?".
W końcu po 9 latach milczenia jego radość nie miała granic. Poszedł do swojej ukochanej, zaprowadził ją do królewskiego ogrodu, usiadł obok niej na ławce i wypowiedział sentencję, którą układał w głowie przez tak długi okres:
- Jesteś taka piękna! Bardzo cię kocham! Czy wyjdziesz za mnie?
Po tych słowach księżniczka, odgarnęła swoje piękne blond włosy za śliczniutkie uszko i powiedziała jedwabnym głosikiem:
- Przepraszam, co mówiłeś?


Mały chłopiec był na wsi po raz pierwszy w życiu z dala od dużego miasta. Stał na chodniku, kiedy jakiś staruszek podjechał wozem i wszedł do sklepu. Chłopiec zapatrzył się na konia, którego nie widział nigdy w życiu. Kiedy staruszek wyszedł ze sklepu i zbierał się do odjazdu chłopiec powiedział:
- Halo, proszę Pana, może powinienem Pana ostrzec, że on właśnie stracił paliwo?


Wpada gość do kwiaciarni. W środku jest sprzedawca i jakiś klient.
- Poproszę tuzin czerwonych róż. Tylko błagam – SZYBKO!
- Bardzo mi przykro – odpowiada sprzedawca - ale tamten Pan właśnie kupił ostatnie...
Zdesperowany facet podbiega do gościa, który kupił kwiaty:
- Panie! Błagam, zaklinam Pana! Niech mi je pan odsprzeda... Nawet za 100 zł!! To dla mojej żony... – prosi facet wymachując nerwowo stuzłotowym banknotem.
- W zasadzie czemu nie.. Ale co się stało? Zapomniał Pan o rocznicy ślubu?..
- Gdzie tam! Jest GORZEJ! Właśnie niechcący sformatowałem dysk w jej komputerze...


Rozprawa sądowa.
- Jak to? - pyta sędzia - Zamordował pan całą rodzinę dla trzydziestu złotych?!
- Panie sędzio - odpowiada bandyta - Tu trzydzieści złotych, tam trzydzieści złotych...


Bacę zaproszono w karnawale na bal przebierańców. Pytają się go znajomi, za co się przebierze.
- A za łoscypka.
- A jak to będzie, baco, za oscypka?
- A siedne se w kąciku i bede śmierdzioł.


On przerywa czytanie gazety i mówi:
- Kochanie, posłuchaj tego. Okazuje się, że kobiety rzeczywiście gadają znacznie więcej niż mężczyźni. "Według ostatnich badań kobieta w ciągu dnia używa 30 000 słów, podczas gdy mężczyzna tylko 15 000..."
Zapadła chwila ciszy. On wrócił do lektury, a ona mówi:
- Ale to wszystko przez was, bo musimy wam wszystko dwa razy powtarzać!
On odrywa wzrok od gazety i pyta:
- CO?


Odrzutowiec Delta Air Lines leciał nad Arizoną w piękny słoneczny dzień. Drugi pilot przez mikrofon dostarczał pasażerom komentarz na temat tego co widać za oknami samolotu:
- Po prawej stronie mogą państwo zobaczyć powstały po uderzeniu meteorytu krater, który jest jedną z największych atrakcji turystycznych Arizony. Meteoryt ten, zbudowany z niklu i żelaza miał średnicę około 50 metrów i ważył około 300 tys. ton. Uderzył w ziemię z prędkością około 60 tys. km na godzinę. Krater ma ponad 1,5 km średnicy i ponad 170 m głębokości...

Z kabiny dało się słyszeć podekscytowany głos jednego z pasażerów:
- O cholera !!! Jakieś 100 metrów w prawo i uderzyłby w autostradę...


Firma produkująca środki farmaceutyczne. Przyjeżdża zagraniczny inwestor i ogląda fabrykę. Najpierw zwiedzają jedną halę produkcyjną:
- A co tutaj robi? – pyta inwestor.
- Tutaj robimy nasze standardowe prezerwatywy... – odpowiada szef brygady.
- Standardowe, standardowe. W Polska wszystko jest standardowe! Trzeba zmieniać. Prezerwatywy mają być normalne, duże, ekstra duże i GIGANTY – tego chce klienta!
Idą dalej. W kolejnej hali:
- A co tutaj robi? – pyta inwestor.
- Tutaj robimy nasze stand... znaczy się... uniwersalne bandaże... – odpowiada zestresowany szef brygady.
- Uniwersalne, uniwersalne. W Polska wszystko jest uniwersalne! Trzeba zmieniać. Bandaże mają być normalne, duże, ekstra duże i GIGANTY – tego chce klienta!
Przechodzą do kolejnej hali.
- A co tutaj robi? – dalej pyta inwestor.
- Tutaj robimy nasze standar... znaczy się uniwersal... to znaczy... eee... – jąka się szef brygady.
- Cicho! – krzyczy inwestor – Standardowe i uniwersalne nie być! Wy od dziś robić normalne, duże, ekstra duże i GIGANTY! Jasne?
- Chyba się nie da... – mruczy brygadzista – tutaj robimy czopki...



Mąż wyszedł z domu i poszedł na wyścigi konne. Postawił 10 zł na jednego konia i wygrał. Wygraną postawił na następnego konia i pod wieczór miał w kieszeni fortunę - ponad 10 tys. złotych. Wracając do domu wstąpił do kasyna - po drodze miał. Przy stole z ruletką postawił wszystko na numer 14. I oczywiście wszystko przegrał. Gdy wrócił do domu żona spytała się go: I jak było?
Mąż odpowiedział:
- Tak sobie. Przegrałem te 10 zł...



W warsztacie serwisowym mechanik kończy składanie silnika po kapitalnym remoncie. Wszystko już zmontowane, jeszcze tylko dokręcić głowicę, podłączyć resztę bebechów i gotowe. Zadowolony z efektów pracy, otarł zroszone czoło i zauważył, że do warsztatowego sklepiku wszedł zamożny klient, w którym rozpoznał światowej sławy kardiochirurga. Mechanik machając przywołująco ręką, krzyczy do klienta przez całą halę:
- Hej doktorku! Pozwól pan tu na momencik!
Kardiochirurg nieco zaskoczony obcesowym potraktowaniem, lecz przyzwyczajony do tego, że różni ludzie rozpoznają jego twarz, podszedł do mechanika i pyta uprzejmie:
- Tak, słucham, o co chodzi?...
Mechanik wskazując na świeżo naprawiony silnik, zagaja z przekąsem: - Popatrz pan na ten silnik, "serce" tego wozu... Rozebrałem go do ostatniej śrubki, wymieniłem olej i wszystkie zużyte części, poskładałem i teraz jest jak nowy. Powiedz mi pan, jak to możliwe, że za taką samą robotę pan bierzesz wielki szmal, a mnie ledwo starcza na podatki?
Sławny kardiochirurg uśmiechnął się i powiada:
- Więc niech pan spróbuje to zrobić na pracującym silniku...



Młody Wietnamczyk, pracujący w jednej z warszawskich "chińskich" restauracji poznał dziewczynę. Zabrał ją do kina, potem na drinka aż wreszcie wylądowali w jej mieszkaniu. Tam zaczęli się całować a ponieważ jak mu wcześniej wyznała była jeszcze dziewicą wielce przejęty mówi:
- Kochanie wiem że to Twój pierwszy raz więc obiecuje, że będę delikatny i zrobię wszystko co będziesz chciała.
- Dobrze, mam ochotę na 69.
- Co?? Chcesz Wołowinę z brokułami?!



Do sklepu z owocami weszła mała dziewczynka trzymając w ręce skórkę banana.
- Czego sobie życzysz kochanie - zapytał sprzedawca?
- Nowy wkład - padła odpowiedź



Spotykają się dwa dzięcioły, jeden z Puszczy Solskiej, a drugi z Białowieskiej. Ten pierwszy mówi:
- U nas to są takie drzewa, że jeszcze nie było dzięcioła, który zrobiłby w nich dziurę.
Na to ten drugi:
- E tam, ja bym zrobił.
I polecieli do Puszczy Solskiej, żeby się przekonać. Faktycznie, okazało się, że ten z Białowieskiej nie miał problemu ze zrobieniem otworu w drzewie. Po skończonej robocie mówi:
- A polećmy do nas, tam są dopiero wytrzymałe sztuki! Ja nie mogę im dać rady!
Polecieli, a tam okazało się, że dzięcioł z Puszczy Solskiej bez wysiłku poradził sobie z wydziobaniem dziupli.

Morał: Zawsze gdy jesteś z daleka od domu, twój narząd jest dużo twardszy.



Pewien facet jechał sobie samochodem przez cichą wiejską okolicę. Nagle na drogę wyskoczył kogut. Prosto pod koła.... po chwili chmura piór unosiła się w powietrzu.
Kierowca zdenerwowany zatrzymał się, wziął ciało koguta i podszedł do pobliskiego domu. Zadzwonił do drzwi i po chwili otworzył farmer. Kierowca powiedział skruszonym tonem:
- Przykro mi ale właśnie zabiłem pańskiego koguta.... może mógłbym coś zrobić żeby go panu jakoś zastąpić...
- Jak pan bardzo chce... - odparł farmer - kury są za domem...



Na lotnisku w Tel Aviv’ie przez bramkę kontrolną przechodzi pasażer z dwiema wielkimi walizami. Podejrzliwy celnik zażyczył sobie otwarcia bagażu. Pierwsza walizka okazuje się być po brzegi wypełniona bilonem w najróżniejszych walutach... Zaskoczony celnik przesłuchuje podróżnego:
- Skąd pan ma te pieniądze? Dlaczego to jest sam bilon?
- Panie oficerze... byłem na wakacjach w Europie, w restauracjach wchodziłem z brzytwą do kibelka i każdego sikającego tam goja prosiłem o mały datek dla biednych dzieci Izraela...
- Hmm... no tak, działał pan w słusznej sprawie... A co jest w tej drugiej walizce? Też monety?
- Ach!... żeby pan wiedział ilu po świecie chodzi egoistów, których nie wzrusza los biednych dzieci Izraela!..

 

Żyd staje przed carską komisją poborową i oświadcza:
-Jestem gruźlikiem.
Na to lekarz:
-Generał Brusiłow też ma słabe płuca, a przecież dowodzi armią.
-Nie widzę też na prawe oko.
-Feldmarszałek Kutuzow, również był jednooki, a zwyciężył Napoleona.
-Ale ja jestem chory na umyśle!
-A nasz Najjaśniejszy Pan, to może zdrowy jest???



Fabrykant Leo Rozenblum wysyła ostry monit do dłużnika w Krakowie. Treść listu brzmi następująco:
"Kto przyrzekł zapłacić do końca miesiąca? Pan! Kto nie dotrzymał słowa? Pan! Kto jest łajdakiem?"
Leo Rozenblum



Miasteczko Jazłowiec słynęło z krzywoprzysięzców i amatorów cudzego mienia. W pewne uroczyste święto modlący się w synagodze tamtejszy bogacz sięgnął do kieszeni, zbladł i zwrócił się do siedzącego obok rabina:
- Muszę w te pędy udać się do domu. Przez zapomnienie zostawiłem kasę nie zamkniętą...
- A czego się obawiasz?
- Złodziei...
- Nie bój się! - uspokaja go duszpasterz. - Oni wszyscy są tutaj!



Lata międzywojenne, spotykają się dwaj starozakonni fabrykanci; Mosze i Isaak.
M: Wiesz stary kupiłem piękny tartak...
I: No pięknie, jak dobrze rozumiem musisz też mieć dostęp do lasu...
M: Tak, niedaleko jest piękna puszcza i stamtąd biorę materiał...
I: Puszcza, piękna rzecz puszcza; a tak a’propos PUSZCZA, Twoja żona dalej w Ciechocinku?



Pewnego razu w szabat wychodzący z synagogi mogli zobaczyć po drugiej stronie ulicy młodego Żyda sprzedającego spodnie:
- Patrz pan okazja, jaki materiał, dam za pół ceny!
- Nie wstyd ci, w szabat geszeft uprawiać?
- Ja mu za pół ceny chcę oddać, a on mówi że to geszeft?!

... [ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • gbp.keep.pl